Marka firmowa jako znajomy?

I znów z serii przesadyzmów w dziedzinie wkraczania reklam w sferę kultury. Tym razem jednak o dziwo przesadyzm wręcz z otwartymi rękoma witany przez społeczności internetowe. O czym mowa? O profilach firmowych na serwisach społecznościowych Web 2.0 typu Facebook czy Nasza Klasa. Jak się okazuje ludzie bardzo chętnie przyjmują firmy do grona „znajomych” (w przypadku Facebooka konsumenci uznają się za… fanów firm).

Swego czasu pisałem o tym, jak to agencja Social Media obmyśliła plan wykorzystywania profili internautów na serwisach społecznościowych do promowania różnych produktów. Później pomysł ten był podchwytywany przez różne serwisy w takiej czy innej formie. Ale inicjatorem takiego działania były firmy, które chciały się promować.

W reklamie i w ogóle w szeroko pojętym marketingu istnieje nurt grający czysto. Sama reklama zresztą jest tylko narzędziem, które może zwracać uwagę na produkt lub usługę. Ba, można go wykorzystać również do celów niekomercyjnych (np. do reklamy społecznej propagującej idee ekologiczne, prawa cżłowieka, bezpieczniejszą jazdę na drogach itp). Ale niestety w większym nurcie marketing to taka bestia, która nie zadowala się mniejszą przestrzenią i zaciekle walczy o naznaczenie jak największej sfery życia. Wiec skoro można wykorzystać czyjś wizerunek do reklamy, to może zachęcić tego kogoś, żeby sam z siebie, z własnej woli, zaczął reklamować?

Pomysł wydawać by się mógł głupi, ale o dziwo działa. Firmy zakładają swoje „oficjalne profile”, a ludzie faktycznie podpinają się jako fani, znajomi itp. W ten sposób logo różnych firm znajdują się na ich listach powiązań i wszyscy znajomi to widzą. Przyznam, że w głowie mi się nie mieści jak bardzo trzeba było przywyknąć do komercjalizacji życia codziennego, żeby tego typu sytuacja stała się czymś powszechnym. Bo że jest powszechna trudno zaprzeczyć gdy przeglądnie się statystyki.

A statystyki dotyczące globalnego internetu są nieubłagane, z danych zebranych przez firmę InSites Consulting (i opisanych na łamach Internet Standard), w ten sposób wspiera marki 35 procent internautów. Inicjatywy charytatywne natomiast 33 procent. Niby też dużo, ale jednak mniej. Zresztą sam fakt porównywalności tych liczb może szokować.

Co ludźmi przy tym keiruje? W 42 procentach wskazań czysty materializm (liczą na promocje i konkursy), ale w 72 procentach – sympatia do marki, a w 37 procentach jest to reakcja na zaproszenie, z kolei w 36 procentach – ciekawość. Tylko diabli wiedzą ciekawość czego?

Co również niepokojące – InSites Consulting badało również jakie źródła dla użytkowników serwisów społecznościowych są dobrym punktem wyjścia do pozyskiwania informacji o danej marce. Jak się okazało w 32 procentach przypadków jest to… sama marka (dla porównania dziennikarze w 7 procentach). Czyli krytycyzm wobec reklam mimo coraz silniejszej pozycji w sferze deklaracji jest coraz słabszy w rzeczywistości…

Ostatnio znowu zacząłem czytać „No Logo” Naomi Klein (polecam!). I wychodzi mi tak, że od czasu napisania tej książki świat zmienił się niestety na gorsze…

2 Responses to “Marka firmowa jako znajomy?”

  1. Tego typu trendy to jedno , a może wypowiecie się o słodyczach reklamowych Słodkich Upominków

  2. @Aformik – a czy choć trochę to przypomina temat tego wpisu, że tak Ci się od razu skojarzyło? :>

    Ale prośbę o komentowanie tej marki możesz wysłać na forum PiO, z pewnością parę osób się tam wypowie na ten temat.

Discussion Area - Leave a Comment