NRUB i BURN – komuś się w głowie obróciło

Jakiś czas temu w citylightach na wiatach przystankowych i w internecie pojawiła się kampania, której tematem był NRUB. Skrót ten miał po rozwinięciu brzmieć „nagła (bądź niekontrolowana) reakcja uśpienia bezwarunkowego”. Plakaty rzucały hasłami w stylu „prezerwatywa uchroni Cię przed ciążą, ale nie przed NRUB”. Wyglądało na reklamę społeczną, ale…

Ale wszystko było przeprowadzone skrajnie nieudolnie. Z plakatu niewiele wynikało, strona internetowa, do której odsyłały reklamy była w zasadzie o niczym.

Wszystklo się wyjaśniło, gdy pojawiła się kontynuacja kampani. NRUB okazał się odwrotnym zapisem słowa BURN – marki jednego z napojów energetyzujących.

Pomysł z podzieleniem kampanii reklamowej na dwa etapy, jeden mający na celu zaciekawienie, a dopiero drugi wywyjaśniający, sam w sobie jest dobry. Jednak tutaj przeprowadzono go nie dość, że fatalnie, to naruszając pewne normy. Bo umówmy się, biznes biznesem, ale jakieś zasady i jakieś granice muszą być.

Tutaj imitując kampanię społeczną, a następnie pokazując, że tak naprawdę chodzi o lepszą sprzedaż (czyli docelowo o kasę) właściciel marki (a jest nim Coca Cola) narobić mógł naprawdę wiele szkód. Prawdziwe kampanie społeczne miewają problem z uzyskaniem wiarygodności właśnie dlatego, że gdy ludzie słysza słowa „reklama” lub „marketing” często kojarzą z manipulacją lub pieniędzmi – i nieważne, że w danym przypadku nastąpi potem przymiotnik „społeczna / społeczny”. Twórcy tego typu inicjatyw od lat starają się zmienić wizerunek reklamy społęcznej. I cóż z tego, skoro kampania promująca Burna zacznie nagle ostrzegać przed fikcyjną chorobą i w chwilę potem pokaże, że robi wszystkich w trąbę?

Z drugiej strony wokół firmy Coca-Cola bywały już znacznie poważniejsze kontrowersje (jeśli ktoś jest zainteresowany może bardzo szybko znaleźć informacje na ten temat w internecie).

Cóż, dla niektórych korporacji coś takiego jak społeczna odpowiedzialność biznesu (Corporate Social Responsibility) jest po prostu pojęciem obcym.

Tak czy inaczej sprawą zajęła się już podobno Rada Reklamy, do której napłynęły liczne skargi co do „siania paniki” i straszenia nieistniejącą chorobą. Zobaczymy co z teog wyniknie.

One Response to “NRUB i BURN – komuś się w głowie obróciło”

  1. […] i pragnieniu. Jeśli chodzi o Sprite, to o właścicielu marki Sprite, Coca-Coli, już kiedyś parę zdań pisałem na Info Reklamie. Natomiast jeśli chodzi o pragnienie, to moim wielkim pragnieniem w trakcie […]

Discussion Area - Leave a Comment