Odniósł makulaturę reklamową

„Dziennik Łódzki” opisał w sobotę przypadek mieszkańca Radomska, który w mało wyszukany, ale bardzo obrazowy sposób przedstawił pracownikom banku co sądzi o ulotkach reklamowych pozostawianych regularnie i z uporem, a wbrew jego woli, pod jego drzwiami.

Ulotki i gazetki reklamowe rozsypywane po wycieraczkach i wrzucane do prywatnych skrzynek pocztowych bez zgody odbiorcy raczej trudno traktować jako kreowanie dobrego wizerunku firmy je sponsorującej. Jest to raczej nic innego, jak wdzieranie się marketingu do przestrzeni prywatnej (mimo, iż nawet zbyt agresywne zawłaszczanie przestrzeni publicznej jest zdecydowanie czymś „o krok za daleko”). A to siłą rzeczy musi budzić irytację u odbiorców.

Mieszkaniec Radomska, o którym napisał Dziennik Łódzki twierdzi, że sprawę próbował rozwiązać uprzejmie, dzwoniąc do instytucji „promowanych” ulotkami przyczepianymi do jego klamki i prosząc o zaprzestanie procederu. Jako, że nic to nie dało, pozbierał ulotki, zaniósł je do banku, zapytał czy to ich, a po usłyszeniu potwierdzenia rozrzucił je po pomieszczeniu. Przecież oni robią to samo. Postraszyli mnie strażą miejską i na tym się skończyło. Wyszedłem” – powiedział w rozmowie z dziennikarzami.

Oczywiście jedna taka sprawa niewiele zmieni (zwłaszcza, że dziennikarze nie przytaczają komentarza przedstawicieli banku na temat zaśmiecania klatek schodowych i skrzynek listowych, co najwyżej przytaczają wypowiedź pracowniczki UOKiKu). Ale jeśli podobnych sytuacji będzie więcej, być może dla firm opłacalniejsze będzie dbanie o swój wizerunek za pomocą pozytywnych przekazów, niż ingerowania gdzie się da komunikatami marketingowymi. Nierealne? A jednak swego czasu w Łodzi adbasterzy dobitnie i medialnie pokazali, że można rozpocząć dyskusję społeczną na tego typu temat. Wtedy walczono z przypadkiem rozklejania po całym mieście naklejek reklamowych, być może odpowiedni happening z ulotkami też by coś dał?

Discussion Area - Leave a Comment