Reklama o krok za daleko: marketingowe manipulacje w Web 2.0

Twój znajomy reklamuje w serwisach społecznościowych konkretny produkt lub usługę jakieś firmy? A może to tylko manipulacja, o której sam zainteresowany nawet nie wie? Marketing i reklama to takie dziedziny, w których granica pomiędzy innowacją a przekraczaniem niepisanych granic bywa bardzo płynna… i niestety coraz częściej przeoczana przez niektóre firmy.

SocialMedia to amerykańska agencja reklamowa specjalizująca się w działaniach promocyjnych w obrębie serwisów społecznościowych Web 2.0.

Sam fakt zainteresowania takimi serwisami to nic nowego, również w Polsce zdarzają się agencje, które w swej ofercie miały umieszczanie na tego typu stronach treści / komentarzy promujących dany towar. Również partie polityczne (szczególnie jedna mała, ale za to bardzo uciążliwa i z klapkami na oczach) co jakiś czas usilnie próbują agitować i wykorzystywać strony społecznościowe do propagandy i reklamy politycznej.

Agencja Social Media poszła jednak krok dalej i jak informuje serwis Internet Standard zaproponowała nową formę manipulacji reklamy: prezentowane konkretnym użytkownikom zdjęcie ich znajomego / znajomej promującego produkt lub firmę i zachęcającego do działania. Promowany jest przy tym produkt, którym ów znajomy lub znajoma wcześniej się zainteresował.

Przedstawiciele SocialMedia zdają się żyć przy tym w jakimś innym świecie. Ich zdaniem takie działanie nie godzi w prywatność użytkowników serwisów społecznościowych, jako, że wykorzystują tylko ich wizerunki i ewentualnie imiona (tak, tak, w opisywanych reklamach nieraz pojawiają się również imiona znajomych).

Internet Standard wymienia trzech przykładowych reklamodawców, którzy zdecydowali się skorzystać z kontrowersyjnej usługi. Warto więc zapamiętać te marki i samodzielnie ocenić za kogo ich szefowie uważają potencjalnych klientów: New Line Cinema, Universal Studios, FedEx.

Przy okazji interesująca jest kwestia na ile regulaminy danych serwisów pozwalają na takie wykorzystanie wizerunków użytkowników. Tu się kłania często pomijana przez internautów zasada „czytania co się podpisuje”, nie zaś bezmyślnego klikania „dalej”. Jeśli jednak regulaminy nie byłyby wystarczająco liberalne w tej dziedzinie, to ciekawym jest również zagadnienie czy osoby, których zdjęcia wykorzystano mogą wystawić rachunki? Niestety, IS tej kwestii dokładniej nie opisał, a nie znając szczegółów trudno się wypowiadać.

A jak w Polsce wykorzystywane są listy kontaktów w serwisach Web 2.0 do celów reklamowych? Przykładowo Nasza Klasa przez jakiś czas na liście „ostatnio wstawionych zdjęć” umieszczała na końcu zdjęcie samochodu z podpisem w postaci nazwy marki i modelu. Przy czym należy podkreślić, iż autorstwa reklamy nie przypisywano żadnemu ze znajomych – więc tutaj jak najbardziej przyzwoitość została zachowana i obyło się bez kontrowersji. A i reklama zapewne okazała się niezłym elementem kampanii brandingowej. Jak więc widać na pozytywnym przykładzie NK, jak się chce, to można zrobić dobrze, skutecznie i bez budzenia wątpliwości.

2 Responses to “Reklama o krok za daleko: marketingowe manipulacje w Web 2.0”

  1. […] blogach, blogach zwykłych (ktoś mógł opisywać swoje perypetie w sklepie itp.), czy w serwisach społecznościowych Web 2.0 (o manipulowaniu przy których pisaliśmy już w lipcu). Polem do popisu są też komentarze pod […]

  2. […] czasu pisałem o tym, jak to agencja Social Media obmyśliła plan wykorzystywania profili internautów na serwisach społecznościowych do promowania różnych produktów. Później pomysł ten był […]

Discussion Area - Leave a Comment