Kraków: A jednak można oczyścić krajobraz

Podtrzymując nieustająca tradycję tego bloga niniejszym raz jeszcze znajduję stary, ale jednak wart uwagi (przynajmniej mi wydaje się ciekawy) kąsek do odgrzania. Stale obiecuję sobie wreszcie wziąć się za aktualizowanie newsów na poważnie, ale jak widać postanowienie realizowane jest na raty ;-) Ale do rzeczy!

Tym razem będzie to mała wzmianka o Krakowie, który wydał wojnę wszechobecnym szyldom reklamowym atakującym swym widokiem mieszkańców tego miasta, turystów, a także wszelkich innych przechodniów przemierzających okolicę rynku. Wojna ta została wydana już ponad rok temu, 7 grudnia 2011 (a właściwie dwa lata temu, bo odpowiednia uchwała rady miejskiej została ogłoszona wcześniej, tyle, że w 2011 weszła w życie), kiedy to zarządzono utworzenie Parku Kulturowego Stare Miasto w Krakowie.

W ramach uchwały pojawiły się rozmaite obostrzenia co do działań takich, jak prace budowlane, rodzaje prowadzonej działalności gospodarczej, sposobu składowania śmieci, a także – co jest interesujące z punktu widzenia tego bloga – instalowania nośników o charakterze reklamowym.

Czego zakazano?

Ograniczenie jest dość zdecydowane, a lista dopuszczalnych form jest jasno określona. Można np. w czasie remontu danego budynku umieścić na rusztowaniach płachtę reklamową, ale tylko jeśli będzie nieoświetlona, a jej powierzchnia nie przekroczy połowy powierzchni rusztowania. Co więcej pozostała część rusztowania musi być wtedy pokryta płachtą przedstawiającą wygląd budynku. Pomyślano tez przy tym o cwaniakach, którzy chcieliby prowadzić „wieczny remont” – rzeczona płachta promocyjna może być wywieszona góra przez rok.

A jak z reklamami lokali komercyjnych? Mogą być, owszem. Ale tylko na własnej elewacji lub witrynie (i to nie przekraczając jednej piątej jej powierzchni), przy czym muszą spełnić jeszcze szereg kryteriów, z których dość ważnym jest „dostosowane do kompozycji architektonicznej i charakteru budynku”.

Dość ciekawy jest tez zakaz dotyczący stosowania w szyldach informacyjnych jaskrawych, krzyczących barw, wszelkiego typu odblasków, neonów, migających światełek i innego tego typu karnawału.

I takich obostrzeń jest zdecydowanie więcej (formy dopuszczalne też zostały uwzględnione), nie tylko do samych szyldów – przykładowo markizy nie mogą zasłaniać detali architektonicznych cechujących budynki w Parku Kulturowym. Efekty można zobaczyć w galerii zdjęć na stronach Onetu. Różnicę widać porażająco mocno – i od razu można zatęsknić za podobnymi (choćby tylko po części) regulacjami w innych miastach.

Da się więc zadbać o przestrzeń publiczną? Jak widać gdy się chce, to da. Brawo Kraków!

I oczywiście, można argumentować, że jednak biznes trzeba jakoś promować i jakoś dotrzeć do klienta. Wszystko prawda, ale bez przesady, gdzieś jest granica. Sama w sobie wzmianka o tejże granicy nic nie znaczy, ale naprawdę polecam przejrzeć całą galerię, do której prowadzi powyższy odnośnik, a następnie zastanowienie się: czy naprawdę taka forma promocji dociera do kogokolwiek? A może ginie w tłumie i rozmywa się w zalewie podobnych komunikatów? No właśnie…

One Response to “Kraków: A jednak można oczyścić krajobraz”

  1. Ojoj, żeby tak podobny pomysł wszedł w życie w Poznaniu… pomarzyć można :) Ale może kiedyś…

Discussion Area - Leave a Comment